Marudzenie w stylu dowolnym, okraszone poranną tudzież wieczorną kawą z wyrazistym dodatkiem carpe noctem, refleksją nad światem i gatunkiem ludzkim - o wszystkim i o niczym, czyli pospolita obywatelka w natarciu.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
::Poniedziałek nie powinien istnieć::
Nie cierpię poniedziałków. Wiem, że nie jestem w tym osamotniona ale mimo wszystko.. wydaje mi się, że nie cierpię ich bardziej niż inni. Poniedziałki powinny przepaść, zostać wymazane z tabeli tygodnia. Tylko jeżeli faktycznie by się tak stało to po niedzieli następowałby wtorek, co sprawiałoby, że ów niczemu winny wtorek zastępowałby poniedziałek.. W związku z tym nie cierpiałabym wtorków. To jest jak jakieś parszywe błędne koło. Do tego aktualny poniedziałek nie obfituje w przyjazną pogodę. Chmury, przelotne opady, wiatr, błoto, wilgoć. Wszystko mówi dziś "zostań w domu, poczytaj coś ciekawego, wypij kolejną kawę, podokuczaj kotom". Niestety nie mogę. Poniedziałek to preludium do pięcioksięgu roboczego. Pierwszy, męczący akt dramatu jakim jest przymus pójścia do pracy. Te kilka godzin dziennie, które jestem zmuszona poświęcić na czynności zupełnie bezwartościowe. Pewnie byłoby to mniej męczące gdyby praca była ciekawa, dobrze płatna lub chociaż związana z zainteresowaniami. Też nie jest. Ciekawe jaki procent społeczeństwa boryka się z podobnym problemem? Przypuszczam, że niemały. Choć może się mylę? Może należę do grona nielicznych marud, malkontentów, pesymistów i leniwców, a reszta populacji jest zadowolona z życia, pracy i poniedziałków? Może. Tyle przy porannej kawie. Nadszedł czas wyjścia do pracy w ten paskudny poniedziałek. Tam też nie zabraknie tematów do narzekań.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz