...to przedsionek apatii. Zaczyna się materializować gdy sprzyjają ku temu warunki, czyli zwykle po paśmie niepowodzeń i rozczarowań. Uwielbiam ten stan, z radości mogłabym się nawet pochlastać. Pewnie byłoby to kłopotliwe dla rodziny bo posprzątać po takiej imprezie łatwo nie jest. Możliwe, że to dobry argument by sobie odpuścić podobnych atrakcji... Przynajmniej na razie. Są chwile gdy naprawdę obojętnieje mi wszystko. Dosłownie. Po jakimś czasie ten dziwny stan mija i trzeba powrócić do smutnej rzeczywistości i tego co w owe zawieszenie wpędziło. Mechanizm działa tak samo: szereg porażek, dno i swoiste katharsis. Zwykle nawet pojawia się swego rodzaju pewność, że tym razem jestem silniejsza i uda mi się dopiąć swego. Ponoć co cie nie zabije to wzmocni.. lub zniszczy psychicznie albo jedynie pozbawi optymizmu. Kogo to w sumie obchodzi... Dla większości ludzi wokół podstawą jest cieszenie się z tego co jest. Nawet jeżeli jest źle. Czuję się obco w tym społeczeństwie gdzie nie ma woli walki i narzuca się mi podobny tok myślenia. Nic nie ma sensu. Normalnie tylko się położyć i czekać na śmierć. Źle ci? To sobie zmień coś ale nie licz na pomoc, zrozumienie czy aprobatę. Jak nie masz sił to nie jęcz. Ludzie to owce. Całkiem dosłownie.
Nie lubię gdy wmawia mi się, że wszystko leży w moich rękach gdy tak nie jest. Nie cierpię gdy wkładam wiele wysiłku by dobrnąć do celu a wynik jest taki jakbym zupełnie nie podjęła działań. Syzyfowa praca, na marne, bez sensu. Nie można mieć motywacji nie widząc pozytywnych efektów starań. To jak tłuczenie głową w mur z nadzieją, że się go przebije nim roztrzaskamy sobie na dobre czerep. Nienawidzę marnować sił. Nie widzę sensu w rzeczach, które pochłaniają energię i nie dają nic w zamian. Choćby głupiej satysfakcji, że zrobiło się coś właściwie. Świat staje się dla mnie coraz bardziej niezrozumiały. Choć nie... rozumiem wszystko co się dzieje ale nie jestem w stanie pojąć dlaczego wszyscy się zgadzają by było tak jak jest.
Dlaczego tych, którzy kształtują rzeczywistość jest mniej a mimo to odnoszą sukcesy? Dlaczego łatwiej jest bronić wartości tak absurdalnych jak wiara a nie ma siły by stanąć w obronie lepszego bytu?
Wracając do zniechęcenia. Przy takim chaosie myślowo-nielogicznym ciężko chyba będzie mi uniknąć tych jakże niskich lotów stanów umysłu. Cóż, ponoć wszyscy jesteśmy wariatami tylko nie wszystkich zdiagnozowano.