1. Pierwsza zasada: wpierw się wysiada, potem wsiada. Oczywiście, że nie! Trzeba się tłoczyć przy wejściu, pchać prostacko do środka i nie ważne, że ci co chcieli wysiąść nie mają ku temu sposobności. Ważne jest to by się wepchnąć, a najlepiej jeszcze rzucić na wolne miejsca (jeżeli są). Nie ma dnia bym się nie zastanawiała w drzwiach gdzie tak naprawę mam wyjść, bo tuż za progiem pojazdu stoją owce i barany i czekają aż wysiądę. Czekają stojąc przed moim nosem. Nadepnij to się jeszcze obruszą. Czy stanięcie po bokach wyjścia przekracza możliwości intelektualne tych ludzi? To boli tak pomyśleć, że do pewnych czynności potrzeba minimalnej przestrzeni? Najwyraźniej. Przy tej sytuacji mogłabym wyróżnić kilka schematów, które się powtarzają:
- chcesz wysiąść, ale nie masz gdzie, bo wsiadający stoją tuż przed tobą;
- wysiadasz środkiem - wsiadający już się pchają po twojej prawej, lewej lub po obu stronach (!);
- wysiadasz prawą lub lewą stroną i nieopatrznie spojrzysz na wsiadających - bądź pewna/pewien, że uruchomi to system "wsiadania", bo uznają, że już mogą (nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale testowałam wielokrotnie);
2. Lepsze rzeczy dzieją się oczywiście w samym pojeździe. Tyle co się napatrzyłam w swoim dosyć krótkim jeszcze życiu to głowa mała. Miejsca siedzące są jak punkty strategiczne podczas bitwy. Walki niemal na śmierć i życie. Oczywiście lekko demonizuję, aż tak drastycznej sceny jeszcze nie podpatrzyłam ale kilka rarytasów się znajdzie.
- Pomyślmy przez chwilę o sytuacji gdy jedziemy sobie w miarę pustym pojazdem. Jest to jakaś 12:00 - 13:00 zatem mniejsze natężenie pasażerów w komunikacji. Powiedzmy, że to tramwaj, kilka osób siedzi, kilka wolnych miejsc. Cicho, przyjemnie, można się skupić na muzyce z mp3, książce czy czymkolwiek innym. Siedzę sobie ja - zwykła kobieta jakich wiele, nikomu nie wadzę, zerkam w szybę i zastanawiam się o czym nie marudziłam jeszcze w ostatnim tygodniu. Przede mną chłopak, pewnie licealista (siedzi na bombie, czyli miejscu z krzyżykiem). Obok nas, równolegle, starszy, wysoki pan. Tramwaj powoli dojeżdża na przystanek. Dziadek wstaje i wyobraźcie sobie co robi? Otóż podchodzi do chłopaka i wyrzuca mu, że zajmuje owo nieszczęsne miejsce, że to nie dla niego, że "nie ma prawa tam siedzieć" itp. Moje zdziwienie rosło z każdym słowem jakie do mnie docierało. Przypominam, że w pojeździe były wolne miejsca i żadna trzęsąca się staruszka nie potrzebowała usiąść. Chłopak był bardziej zaskoczony ale nie zbluzgał dziadygi jak powinien. Starszym to się czasem porządnie w głowach miesza. Takich przypadków jest więcej. Nawet tak bezczelne, że gdy człowiek nie doświadczy to nie chce wierzyć.
- Dla odmiany okres święta zmarłych. Nigdy nie zapomnę sceny gdy tłum ludzi wpada do autobusu (ja już sobie w nim siedziałam) i na czele jeden dziadyga, który ledwo wpadł do środka (a kuśtykał) rozejrzał się jakby szukał złodzieja i pognał na wolną miejscówkę tratując (!) innego starszego człowieka. Staruszek się przewrócił, a część pasażerów prawie go zdeptała nim zauważyła. Ze dwie osoby może krzyknęły. Co jest z ludźmi nie tak?
- Staruszka, która wsiada do pojazdu z siatami i zamiast zająć najbliższe możliwe miejsce to lezie właśnie do ciebie i chce usiąść na twoim miejscu. Możliwe! I jeszcze długo by wymieniać.
- Pojazdy mają takie różne ciekawe oznaczenia jak: zakaz palenia, spożywania alkoholu, jedzenia i picia rzeczy, które mogą zabrudzić siedzenia lub podłogę. Co robią ludzie? Włażą do komunikacji z jedzeniem, które rozsiewa nieprzyjemną woń. Wsiadają z alkoholem i żłopią ukradkiem (szczególnie panowie, ale żeby nie było, panie też się zdarzają). Popalają czy jak to nazwać e-papierosy i im podobne. Włażą z lodami, napojami z fast foodów. Symbole potrafili odczytywać już starożytni, a współczesny człowiek ma z tym potężny problem. Albo nie rozumie. Albo nie wiem co... ale momentami krew mnie zalewa. Przepisy są po to by je łamać i uprzykrzać podróż innym.
- Pasażerom czasem się wydaje, że jadą sami jedni. I wtedy też prowadzą rozmaite rozmowy przez telefon lub z osobą towarzyszącą. O wszystkim. I tak głośno by wszyscy usłyszeli, że "ten spadek to się mnie należy, a nie tej k...", "zaraz k... będę tylko tak się na..e..aem", "kupiłam sobie nową sukienkę, wiesz ile kosztowała? Tylko pięć stówek", itd. Naprawdę, co mnie to obchodzi? A zwrócić takim uwagę to można się bardziej nasłuchać.
- Słuchanie muzyki. Świadomość, że można innym przeszkadzać niejako się zwiększyła, ale i tak często trafiają się osobniki płci wszelakiej, które są przekonane, że wszyscy wokół chcą słuchać tego co oni. Też sobie lubię odpalić mp3 ale zawsze ustawiam tak bym tylko ja odbierała muzykę + dźwięki z otoczenia. Chociaż może się czepiam znowu... być może ci biedni melomani są już zwyczajnie bardzo głusi. Współczuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz