Marudzenie w stylu dowolnym, okraszone poranną tudzież wieczorną kawą z wyrazistym dodatkiem carpe noctem, refleksją nad światem i gatunkiem ludzkim - o wszystkim i o niczym, czyli pospolita obywatelka w natarciu.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
::12 godzin po...::
... powrocie do domu wypełzłam spod kołdry. Nadal tego żałuję. Tego wypełźnięcia... Poranna kawa stara się jak może by mnie doprowadzić do ładu lecz nie jest to proste zadanie. Wczoraj w środku nocy, kiedy to zwykle dopiero kładę się spać, musiałam wstać i ruszyć na bus do Bydgoszczy. Jakieś 4 godziny podróży, potem cały dzień dreptania wzdłuż Brdy z moim ulubionym obecnie plecakiem nieprzemakalnym (zawartość jakieś 10-12kg - nie wiem co ja zabrałam...), uniki jak z Matrix'a przed łabędzimi fecesami i prawie bezowocne szukanie obrączek na nielicznych mewach. Prawie, bo gdy już część ekipy ruszyła swoim busem do domu to zgodnie z moimi oczekiwaniami jedną mewę udało się odczytać. Ha! Za to dziś... wszystko mnie boli. Każdy mięsień, nawet rzęsy. Umieram jak nic. A tu do roboty jeszcze trzeba iść. Pełznąć raczej.. Może powinnam zabrać ze sobą kilka saszetek z kawą? Albo zachować się jak burżuj i kupić po drodze w kawiarni na wynos? Tylko 10 zł bez grosza za kubek! I pomyśleć, że niektórych na ten luksus stać codziennie..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz