Marudzenie w stylu dowolnym, okraszone poranną tudzież wieczorną kawą z wyrazistym dodatkiem carpe noctem, refleksją nad światem i gatunkiem ludzkim - o wszystkim i o niczym, czyli pospolita obywatelka w natarciu.
wtorek, 20 stycznia 2015
::26 godzin po...::
...jest jeszcze gorzej. Zakwasy eskalują. Łydki bolą gdy choćby o nich pomyślę. Żebra gdy oddycham, grzbiet gdy się ruszam. Jeżeli dalej mam się tak telepać niczym mumia to pięknie dziękuję. Do licha! Jak nic muszę zrobić powrót na siłownię, bo jeszcze kilka takich wypadów jak ostatni i się posypię. To już ten wiek? Nie... chyba nie. Poza tym trzeba popracować nad figurą, skoro lato pojawi się wcześniej niż zwykle. Tfu.. co ja mówię. Nad rzeźbą. Zdecydowanie. I łydkami. Dawno nie czułam, że je mam, a przecież używam codziennie i intensywnie. Prawdopodobnie ciężar ekwipunku je dobił. Przypomniało mi się właśnie, że Brat proponował mi jakiś bieg przez błoto z plecakiem 20-30 kg. Chyba już wiem jakby się to skończyło... szaaa łapki, szaaa...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz